Zbiór najlepszych, krótkometrażowych filmów w sieci.
Blog > Komentarze do wpisu

Oasis Terminal

Tak jak wspominałem w blipie, wreszcie mam czas na prowadzenie bloga. Tak się złożyło, że poprzedni tydzień oraz dzisiejszy dzień miałem kompletnie zawalony sprawami uczelnianymi. Gdzie kompletnie nie miałem sił i chęci, by po całym dniu jeszcze siadać do pisania.

Przejdźmy do właściwej części notki. Niedawno na blogu pojawił się polski film Łowca Zombie. Był to film sci-fi utrzymany w klimatach postapokaliptycznych. Dziś dla porównania przedstawię wam podobny film, o niemalże tych samych realiach jednak zrobiony nie w Polsce lecz w Portoryko (przynajmniej tak wnioskuję po napisach końcowych).
Myślę, że fajną dla Was sprawą będzie porównanie obu tych filmów. Który lepszy? Dla mnie zdecydowanie Oasis Terminal. 
Na wstępie napiszę, że mamy tutaj do czynienia z produkcją całkowicie nie amatorską. Całość jest zrobiona przez profesjonalistów i to po prostu widać.
Akcja dzieję się w niedalekiej przyszłości. Tak jak w Łowcy Zombie, Ziemia została zniszczona przez wojny biologiczne i chemiczne. Ci co przeżyli walczą o ostatnie nieskażone pożywienie. Wśród ludzi krąży legenda o mitycznej Oazie. Andres uważa, że Oaza jest jak najbardziej prawdziwa, jednak nie trudno się domyślić, że nikt nie podziela jego zdania. Czy Andres miał rację przekonacie się (uwaga odkrycie) pod koniec filmu :)
Muszę przyznać, że bardzo podobają mi się zdjęcia (odpowiadał za nie niejaki Dario Colmenares Millan). Przyjęto fajną koncepcję zniszczonej taśmy w scenach "na powietrzu" oraz nieskazitelnie czystych w schronach. Poza tym znajduje się tutaj pare kadrów, które bardzo sobie cenię w scenach strzeleckich (mianowicie od 6:05 do 6:09).
Na minus zdecydowanie zasługują efekty specjalne. Cholera tak sztucznych wystrzałów z broni nie widziałem już dawno. To samo tyczy się wszelkich oddźwięków, które brzmią jakby film rozgrywał się w studiu nagraniowym. Są po prostu zbyt krystalicznie czyste. Śmieszyły mnie również wszelkie sceny postrzałów. Ludzie upadali tak nierealistycznie, że aż ocierało się to o komizm.
Plusem jest tu niewątpliwie, prócz zdjęć, reżyseria i scenariusz. Podoba mi się, że mimo wszystko prosta historia przedstawiona została tak, że pod koniec autentycznie się wzruszyłem.
Nie mogę zapomnieć również, o bardzo klimatycznych napisach końcowych. To w filmach lubię. Nieciekawe z założenia napisy przedstawione tak, że cieszą oko.

poniedziałek, 21 grudnia 2009, mil0sz

Odwiedzam:

-Co tam, panie, fermentujesz?

-Reviews

-White TeddyBear

-Tymoteusz Chliszcz

design by SenTineL Wood.n